Przyjaźń między mężczyzną i krokodylem? To możliwe!

15 maja 2019
Ta podnosząca na duchu historia opowiada o rybaku o dobrym sercu, który uratował przed śmiercią ciężko rannego krokodyla. Przy czym rybak planował, że gdy tylko zwierzę w pełni wyzdrowieje, po prostu wypuści je na wolność. Jednak krokodyl okazywał człowiekowi tak ogromną wdzięczność, że pomiędzy mężczyzną i gadem rozwinęła się głęboka, wręcz nierozerwalna więź. Do tego stopnia, że wspólnie wykonywali nawet różne sztuczki!

Według powszechnego przekonania istnieją na świecie gatunki, które nie mogą żyć koło siebie. Szczególnie mocno dotyczy to ludzi i wielu rodzajów dzikich zwierząt. Istnieją jednak historie świadczące o tym, że w rzeczywistości może się zdarzyć sytuacja dokładnie odwrotnie. Historia zaprezentowana przez nas w dzisiejszym artykule wydarzyła się naprawdę. Jej tematem jest głęboka przyjaźń między mężczyzną i krokodylem.

Ta podnosząca na duchu historia opowiada o rybaku o dobrym sercu, który uratował przed śmiercią ciężko rannego krokodyla. Przy czym rybak planował, że gdy tylko zwierzę w pełni wyzdrowieje, po prostu wypuści je na wolność.

Jednak krokodyl okazywał człowiekowi tak ogromną wdzięczność, że pomiędzy mężczyzną i gadem rozwinęła się głęboka, wręcz nierozerwalna więź. Śmiało można ją określić jako przyjaźń między mężczyzną i krokodylem. Była ona głęboka do tego stopnia, że wspólnie wykonywali nawet różne sztuczki!

Intrygująca przyjaźń między mężczyzną i krokodylem

Gilberto jest raczej biednym rybakiem pracującym i żyjącym na wybrzeżu Kostaryki. Jego którego życie obróciło się o 180 stopni, gdy znalazł pewnego dnia rannego krokodyla w lagunie. Później nadał mu imię „Pocho”, które w języku hiszpańskim oznacza przejrzały owoc, może nawet nieco nadgnity. Niestety okazało się, że jakiś kłusownik postrzelił Pocho prosto w oko i tak go zostawił.

Mężczyzna nie mógł znieść myśli o pozostawieniu zwierzęcia bez żadnej pomocy, na pewną śmierć. Postanowił zatem zabrać Pocho do swojego domu i zaopiekować się nim tak długo, dopóki zwierzę nie zostanie uzdrowione.

Jego planem było wypuszczenie Pocho na wolność, gdy tylko gad w pełni wróci do zdrowia. Jednak ten prosty z pozoru i oczywisty plan szybko przekształcił się w przyjaźń między mężczyzną i krokodylem.

Z pewnością bez żadnego trudu możemy sobie wyobrazić szok i wyraz twarzy żony Gilberto, kiedy rybak pewnego popołudnia wrócił do domu w towarzystwie krokodyla.

Gilberto i Pocho
Źródło grafiki: masviral.net

Nie była przekonana co do koncepcji troszczenia się o zwierzę, które było dla niej synonimem krwiożerczego drapieżcy. Mimo tego uległa jednak namowom męża. Podczas gdy Pocho powoli wracał do zdrowia, Gilberto regularnie karmił go surowymi kurczętami, poił i spał obok niego każdej nocy.

Gilberto odnosząc się do tamtych tygodni, powiedział w wywiadzie, że „chciał, aby Pocho poczuł się kochany i pokazał mu w ten sposób, że nie wszyscy ludzie są źli… Że zarówno ludzie, jak i zwierzęta mogą żyć w harmonii i pokoju”.

Zapewnienie krokodylowi pełnej opieki

Pewnego razu, kiedy Gilberto jak zwykle karmił Pocho, zauważył u niego charakterystyczne, przyjazne spojrzenie i coś, co można było potraktować jako oznaki wdzięczności ze strony rannego krokodyla.

Początkowo zwierzę było bardzo wychudzone i niedożywione. Ale krok po kroku, dzięki wielkiej miłości do tego gada i okazywaną przez Gilberto troską, krokodyl zaczął stopniowo przybierać na wadze i ostatecznie wrócił do pełni sił.

Żona rybaka opowiadała także, że przybycie Pocho było doskonale utrzymywane w tajemnicy, i że tak naprawdę nie miała pojęcia, dokąd wychodzi jej mąż. Właściwie doszła do wniosku pewnego dnia, że ją po prostu zdradza!

Jednak bez względu na wszystko, mówi teraz, że ten krokodyl stał się pełnoprawnym członkiem ich rodziny. Z tym tylko zastrzeżeniem, że ciągle czuje wobec niego silne obawy, więc nie podchodzi do niego zbyt blisko.

Przyjaźń między mężczyzną i krokodylem dobiega końca, nadchodzi pora pożegnania. Ale czy aby na pewno?

Gdy Poche odzyskał już siły, nadszedł najwyższy czas, by wypuścić go z powrotem na wolność. Gilberto zatem podjął decyzję, poczynił odpowiednie przygotowania i po prostu to zrobił. Jednak zaraz po wpuszczeniu Pocho w wody laguny, krokodyl skierował się w stronę brzegu, wyszedł z wody i podążył za rybakiem do jego domu!

Pocho w basenie

Źródło grafiki: masviral.net

Gilberto znów wpuścił krokodyla do wody, ale sytuacja się powtórzyła. Raz, drugi… stało się to kilka razy, aż w końcu rybak zrozumiał, że Pocho chce żyć razem z nim i że nie zamierza już wrócić do samotności w lagunie i w dżungli. Wtedy właśnie Gilberto doszedł do wniosku, że przyjaźń między mężczyzną i krokodylem jest naprawdę możliwa. W efekcie postanowił zbudować dla swojego nowego czworonożnego przyjaciela sztuczną lagunę na swoim podwórzu.

Krokodyl zaczyna uczyć się sztuczek

Jego żona rzecz jasna nie była jakoś szczególnie uradowana tym pomysłem. Z biegiem czasu zrozumiała jednak, że przyjaźń między mężczyzną i krokodylem, której była świadkiem, była tak naprawdę dowodem wdzięczności ze strony Pocho. Niedługo później Gilberto wymyślił inny plan. Zajął się trenowaniem swojego nowego pupila.

Z początku zaczął uczyć go różnych prostych rzeczy, takich jak przychodzenie, gdy Pocho zostanie zawołany po imieniu. Potem nauczył krokodyla, jak się ma kręcić po wydaniu polecenia, robić salta w wodzie i innego rodzaju akrobacje i figury.

Według Gilberto, pewnego dnia Pocho spojrzał na niego tak, jakby chciał powiedzieć, że chce, aby jego dwunożny przyjaciel wszedł z nim do wody i się z nim pobawił. Gilberto twierdzi, że nigdy nie bał się swojego krokodyla, którego od samego początku uważał za bliskiego przyjaciela i wręcz członka rodziny.

Przyjaźń między mężczyzną i krokodylem, która stała się sławna na cały świat

Wkrótce ta przyjaźń między mężczyzną i krokodylem trafiła do lokalnych wiadomości. Wszyscy w najbliższej okolicy usłyszeli o niesamowitym zjawisku, jakim stała się ta przyjaźń między mężczyzną i krokodylem.

W końcu oni nie tylko pływali razem w basenie, ale także wykonywali wszelkiego rodzaju sztuczki. Ludzie zaczęli się pojawiać tłumnie, aby zobaczyć ich razem w wodzie. W pewnym momencie Gilberto i jego żona zdali sobie sprawę, że mogą przekształcić tę atrakcję w całkiem dochodowy biznes.

Uruchomili specjalny cykl pokazów, który cieszył się ogromną popularnością. Prawdziwe tłumy mieszkańców i turystów waliły drzwiami i oknami chcąc zobaczyć ten niezwykły show. Gilberto jednak zawsze był jedyną osobą, która mogła przebywać w wodzie razem z Pocho. Zawsze ostrzegał on swoją publiczność, że próbowanie czegoś takiego na własną rękę jest niezwykle niebezpiecznym zachowaniem dla obcej dla krokodyla osoby.

Niektórzy z naukowców uważają, że postrzał, który przyczynił się do ciężkiego zranienia Pocho, mógł uszkodzić pewną określoną część mózgu zwierzęcia. A to spowodowało, że agresywna strona natury tego jakby nie było drapieżnego krokodyla w pewnym sensie„zdezaktywowała się”.

Bez względu na wszystko ta przyjaźń między mężczyzną i krokodylem była naprawdę prawdziwa. Gilberto stał się pierwszym znanym ludzkości człowiekiem, który oswoił dzikiego krokodyla. Co więcej, próbował on nawet oswoić inne krokodyle, jednak z o wiele gorszym skutkiem.

Bohater tej opowieści, czyli Pocho niestety zakończył swój żywot w 2007 roku, ale historia zarówno jego, jak jego dwunożnego przyjaciela będzie żyła jeszcze przez wiele kolejnych dekad w opowieściach ludzi.